Piramida finansowa w banku: dyrektorowi grozi 10 lat za 8,8 mln zł
Spis treści
- Były dyrektor departamentu produktów detalicznych ogólnopolskiego banku odpowiadał za dystrybucję certyfikatów dwóch funduszy inwestycyjnych zamkniętych (FIZ) w sieci oddziałów
- Fundusze nie prowadziły realnej działalności inwestycyjnej — wypłaty dla wcześniejszych klientów pochodziły wyłącznie ze sprzedaży nowych certyfikatów, czyli z klasycznego schematu Ponziego
- Podejrzany miał nie przekazywać pracownikom sprzedaży kluczowych informacji o braku realnych przychodów funduszy, przez co klienci otrzymywali fałszywe zapewnienia o bezpieczeństwie inwestycji
- Fundusze zlikwidowano w 2024 roku, klienci stracili około połowę zainwestowanych środków; podejrzanemu grozi do 10 lat więzienia z art. 286 § 1 w zw. z art. 294 § 1 Kodeksu karnego
Piramida finansowa nie musi przyjść z zewnątrz w postaci podejrzanej platformy bez licencji — czasem trafia do klienta wprost przy okienku w oddziale banku.
Na czym polegały zarzuty?
Zarzut oszustwa na szkodę klientów przedstawiła byłemu dyrektorowi Prokuratura Regionalna w Łodzi. Mężczyzna kierował departamentem produktów detalicznych w jednym z banków działających na terenie całego kraju, a do jego obowiązków należało ustalanie zasad i warunków dystrybucji certyfikatów dwóch funduszy inwestycyjnych zamkniętych (FIZ) sprzedawanych klientom w sieci oddziałów.
Zgodnie z ustaleniami śledczych, mimo ciążącego na banku obowiązku informacyjnego, podejrzany nie przekazał pracownikom prowadzącym sprzedaż kluczowej informacji: żaden z funduszy nie prowadził działalności inwestycyjnej, która dawałaby realną możliwość wypłaty zainwestowanych przez klientów pieniędzy z własnych dochodów funduszu.
Jak działał mechanizm przypominający piramidę finansową?
Prokuratura ustaliła, że fundusze funkcjonowały według schematu klasycznej piramidy finansowej — środki pozyskiwane od nowych inwestorów służyły do finansowania zobowiązań wobec uczestników, którzy weszli w inwestycję wcześniej. Innymi słowy: wypłaty nie pochodziły z zysków wygenerowanych przez realne inwestycje funduszu, lecz ze sprzedaży kolejnych certyfikatów kolejnym klientom.
Dodatkowym elementem zarzutów jest to, że bank nie przeprowadził własnej, niezależnej analizy działalności inwestycyjnej oferowanych funduszy, opierając się wyłącznie na informacjach dostarczonych przez samego emitenta certyfikatów — a więc podmiot bezpośrednio zainteresowany dalszą sprzedażą. W efekcie klienci zainteresowani lokowaniem oszczędności otrzymywali zapewnienia o rentowności i bezpieczeństwie produktu, które nie miały pokrycia w rzeczywistej sytuacji finansowej funduszy.
Ile stracili klienci?
Sytuacja finansowa funduszy pogarszała się, aż doprowadziła do ich likwidacji w 2024 roku. Klienci, którzy nabyli certyfikaty w okresie, gdy podejrzany pełnił funkcję dyrektora departamentu, stracili łącznie ponad 8,8 mln zł — co odpowiada w przybliżeniu połowie zainwestowanych przez nich środków. Oznacza to, że łączna skala sprzedanych certyfikatów objętych postępowaniem sięgała rzędu kilkunastu milionów złotych.
Jaka odpowiedzialność karna grozi podejrzanemu?
Byłemu dyrektorowi grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności na podstawie art. 286 § 1 Kodeksu karnego (oszustwo) w związku z art. 294 § 1 (mienie znacznej wartości). Śledztwo w tej sprawie nadal prowadzi Prokuratura Regionalna w Łodzi.
Czym różni się ta sprawa od typowych scamów inwestycyjnych?
Większość przypadków opisywanych na naszej liście nieuczciwych brokerów dotyczy podmiotów działających całkowicie poza systemem regulowanym — anonimowych domen bez licencji, zarejestrowanych kilka tygodni wcześniej, często podszywających się pod realne firmy.
Sprawa opisana tutaj jest inna: certyfikaty sprzedawano w fizycznych oddziałach uznanego, ogólnopolskiego banku, przez pracowników zatrudnionych legalnie i w dobrej wierze — którzy sami, według ustaleń śledczych, nie mieli dostępu do kluczowych informacji o rzeczywistej kondycji funduszy.
To pokazuje, że sam fakt zakupu produktu inwestycyjnego w oddziale znanego banku nie eliminuje ryzyka — jeśli produkt sam w sobie (tu: certyfikaty FIZ) opiera się na strukturze przypominającej piramidę finansową, a informacja o tym nie dociera do klienta, skutek dla portfela inwestora jest identyczny jak przy scamie z zewnątrz.
Jak zabezpieczyć się przy zakupie certyfikatów FIZ?
Fundusze inwestycyjne zamknięte to instrumenty o ograniczonej płynności, często oferowane w bankowym „okienku" jako alternatywa dla lokaty z wyższym potencjalnym zyskiem. Przed zakupem warto zapytać doradcę wprost, z czego pochodzą wypłacane zyski — czy z realnych inwestycji funduszu, czy ze sprzedaży nowych certyfikatów — oraz poprosić o dokument KIID (kluczowe informacje dla inwestorów) i sprawdzić, czy fundusz oraz jego towarzystwo (TFI) figurują w rejestrze KNF. Warto też pamiętać, że certyfikaty FIZ, w przeciwieństwie do lokat bankowych, nie są objęte gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.
Najczęstsze pytania o sprawę
Sprawa łódzkiego dyrektora departamentu pokazuje, że granica między „bezpieczną" inwestycją w oddziale znanego banku a ryzykowną piramidą finansową bywa znacznie cieńsza, niż podpowiada intuicja. Marka instytucji finansowej i fizyczna obecność doradcy przy biurku nie są same w sobie dowodem na to, że produkt, który sprzedaje, rzeczywiście generuje zyski z realnej działalności inwestycyjnej. Zanim podpiszesz umowę na certyfikaty jakiegokolwiek FIZ, warto zapytać wprost, skąd pochodzi wypłacany zysk — i nie zadowolić się odpowiedzią, że „tak działa ten produkt".
Szukasz brokera? Sprawdź nasze rekomendacje


Zgodność z przepisami
Cyprus Securities and Exchange Commission, Commissione Nazionale per le Società e la Borsa (CONSOB), Komisja Nadzoru Finansowego (KNF), The Financial Conduct Authority (FCA)
Bundesanstalt für Finanzdienstleistungsaufsicht (BaFin)
Oferowane produkty
Akcje, ETF, CFD, Forex, Commodities
Akcje, ETF